Sesja narzeczeńska w Pławniowicach

Gosia to siostra mojej ukochanej Agnieszki i w tym roku wychodzi za mąż za Maćka. Z tej okazji postanowiliśmy podarować im drobny upominek przed ślubem w postaci sesji zaręczynowej. Myślę, że sprawdzi się jako pamiątka przed dniem ślubu. Pomoże im też przyzwyczaić się do aparatu przed najważniejszym dniem w ich życiu.

Jestem zdania, że sesja narzeczeńska poza pamiątką, to również lepszy wybór niż sesja ślubna w innym dniu. Jest ku temu kilka powodów, o których znajdziecie wpis na moim blogu. Głownie chodzi o lepsze poznanie się z fotografem i oswojenie z aparatem. Na ślub Gosia i Maciek mieli już swojego fotografa, a ja miałem być tylko gościem, ale mimo wszystko myślę, że taka sesja przed samym ślubem dobrze im zrobiła. Na sesję poślubną zawsze znajdzie się też czas, czy to w dniu wesela, czy już innego dnia.

Z tego co zauważyłem Gosia z Maćkiem lubią sesję i jeszcze przed samym ślubem, zdążyli również na sesję, ze swoją panią fotograf, która zrobiła też wspaniałe zdjęcia.

Sesja narzeczeńska w pałacu w Pławniowicach

Naszą sesję rozpoczęliśmy w Pałacu w Pławniowicach, gdzie tego dnia nie było dużo ludzi, więc zakochani mogli zacząć od pierwszej wspólnej sesji bez postronnych widzów i skupić się jeszcze bardziej na sobie. Było dużo śmiechu, ale też kilka słodkich chwil, które udało mi się złapać. Gosia i Maciek są niesamowitą parą.

Pałac stoi na Śląsku, kilka godzin drogi od Warszawy, więc trafiłem tam nie jako fotograf na zleceniu, tylko jako ktoś z rodziny z aparatem. To akurat wyszło sesji na dobre. Nikt nie patrzył na zegarek, nikt nie odhaczał listy kadrów, a kiedy coś się nie kleiło, po prostu szliśmy dalej i próbowaliśmy gdzie indziej. Pierwsza wspólna sesja pary prawie zawsze zaczyna się od piętnastu minut sztywności. Tutaj mieliśmy je z głowy, zanim ktokolwiek zdążył się tym przejąć.

Pałac w Pławniowicach zachował się w naprawdę dobrym stanie i jest bardzo dobrze zadbany. To zupełne przeciwieństwo np. zamku w Mosznie, który mimo tłumów turystów nie zachwyca ani stanem budynku, ani ogrodów. W Pałacu w Pławniowicach zadbano o każdy detal. Jest to świetne miejsce na sesję narzeczeńską czy ślubną, ale trzeba liczyć się z tym, że będziemy zmuszeni do opłaty za sesję komercyjną, ale o tym później.

Dla fotografa to miejsce ma jedną wygodną cechę: wszystko jest blisko siebie. Elewacja, ogrody, zakamarki wokół zabudowań i woda w zasięgu spaceru. Nie trzeba się przesiadać do samochodu i tracić pół godziny na dojazd między jednym tłem a drugim, co przy sesji na dwie, trzy godziny robi realną różnicę w liczbie kadrów.

W pewnym momencie, kiedy robiliśmy więcej zdjęć wokół pałacu, znaleźliśmy małą czarną szopę, która posłużyła nam jako tło. Pojawił się wtedy pan, który zajmował się ogrodem i poinformował nas, że musimy mieć pozwolenie na sesję i uiścić opłatę, bo mamy „profesjonalny sprzęt”. Niestety, ale nie mogliśmy mu wytłumaczyć, że wszyscy się znamy, a Gosia i Maciek nie są moimi klientami, a sesja narzeczeńska którą im robię to tylko pamiątka ode mnie. Na ostatnim zdjęciu przy stodole widać ich minę, gdy ogrodnik zaczął zwracać na nas uwagę.

Więc jak przyjedziecie tam nawet jako turyści z profesjonalnym sprzętem to uważajcie, żeby nikt nie poprosił Was o jakąś dodatkową opłatę. My w ramach kompromisu wrzuciliśmy kilka złotych do specjalnej skarbonki umieszczonej przy wejściu na teren pałacu.

Zapamiętajcie z tego jedno, bo dotyczy nie tylko Pławniowic. W większości miejsc, które wyglądają jak dobre tło na zdjęcia, ktoś jest gospodarzem: pałac, park, ogród botaniczny, dziedziniec, plaża przy ośrodku. Aparat na statywie albo lampa błyskowa to dla obsługi sygnał, że to sesja komercyjna, a nie spacer, i wtedy zaczyna się rozmowa o opłacie. Jeden telefon albo mail dzień wcześniej wyjmuje z sesji całą tę sytuację. Gorzej, gdy trzeba ją prowadzić w środku najlepszego światła.

Sesja narzeczeńska nad jeziorem w Pławniowicach

Po tej przygodzie udaliśmy się na plażę, która sąsiaduje z Pałacem. Widać było już, że sesja się trochę rozkręciła, bo Maciek chciał robić z Gosią jakieś akrobatyczne figury z pierwszego tańca, ale nie chcieliśmy jeszcze ryzykować, przed samym ślubem, więc poszliśmy nad jezioro szukać bardziej klimatycznych kadrów.

Bardzo miło nas zaskoczył piękny zachód słońca który idealnie oświetlał brzeg jeziora nad które się wybraliśmy, aby tam wykonać ostatnie zdjęcia z naszej sesji narzeczeńskiej.

Zakochani pod drzewem śmieją się na trawie
Zakochani obejmują się oparci o drzewo

Słońce zaszło i na tym skończyliśmy.

To jest zresztą powód, dla którego przy sesjach plenerowych tak twardo trzymam się godziny. Ostatnia godzina przed zachodem daje światło, którego nie da się podrobić lampą, i trwa dokładnie tyle, ile trwa. Jeśli sesja zaczyna się dwie, trzy godziny wcześniej, jest czas na rozgrzewkę, na miejsca, w których nic nie wychodzi, i na to, żeby najlepsze kadry padły wtedy, kiedy światło jest najlepsze. Sesja umówiona na środek dnia takiej rezerwy nie ma.

Jeśli myślicie o swojej sesji

Sesja przed ślubem to najprostszy sposób, żebyśmy się poznali, zanim przyjdzie dzień bez powtórek. Nie chodzi o same zdjęcia, tylko o to, że w dniu ślubu nie będziecie mieli obok siebie obcego człowieka z aparatem. Jeśli myślicie o swojej, sprawdźcie, co jest w pakietach, albo zobaczcie cały reportaż ślubny od przygotowań do oczepin.

Dodaj komentarz