Jeśli szukacie różnicy między reportażem ślubnym a zdjęciami pozowanymi, to prawdopodobnie za tym pytaniem stoi inne, mniej wygodne: czy ten człowiek będzie nas ustawiał przez cały dzień.
Odpowiem od razu, bo to jest pytanie, na które para zasługuje przed podpisaniem umowy, a nie po. Reportaż znaczy, że fotograf idzie za tym, co się dzieje, i tego nie zmienia. Zdjęcia pozowane znaczą, że fotograf mówi, gdzie stanąć i co zrobić. Ja pracuję reportażowo i ustawiam ludzi tylko w jednym momencie dnia, o którym piszę niżej.
Ale to rozróżnienie jest mniej ostre, niż wygląda w internecie, i warto wiedzieć, gdzie dokładnie biegnie granica. Bo nie ma fotografa, który nie ingeruje wcale, i nie ma reportażu, w którym nikt nikomu nic nie mówi.
Co znaczy reportaż, w praktyce, nie w broszurze
Reportaż to sposób pracy, w którym fotograf dostosowuje się do Waszego planu dnia, zamiast układać Wam plan pod zdjęcia. To jest cała definicja i jednocześnie najważniejsza rzecz, jaką możecie sprawdzić u kogokolwiek, kogo pytacie o wycenę.
Jak to wygląda u mnie przez ten jeden dzień:
Na przygotowaniach kręcę się po domu. Potrzebuję pół godziny, ale wolę mieć godzinę, bo przez ten czas przestajecie zwracać na mnie uwagę i zaczynają się dziać rzeczy, których nie da się powtórzyć. Mama zapinająca sukienkę. Ojciec, który nie wie, co ze sobą zrobić. Świadkowa szukająca drugiego kolczyka.
Nie stylizuję przygotowań. Nie robię zdjęcia sukni na wieszaku pod żyrandolem i nie układam bukieciku w dłoni. Jeśli w mieszkaniu jest bałagan, to on też jest z tego dnia i za dziesięć lat będzie Was cieszył bardziej niż wyczyszczone tło.
Pracuję światłem z okna. Cała moja ingerencja tego ranka to zwykle prośba, żebyście stanęli bliżej okna albo żeby ktoś zabrał ze stołu reklamówkę. To jest poziom wtrącania się, o którym mówimy.
W kościele fotografuję też ławki. Nie tylko Was. Część gości przyjdzie na mszę, złoży życzenia, zostawi prezent i pojedzie do domu, a na Waszych zdjęciach będzie. To jest jeden z powodów, dla których ludzie po latach wracają do reportażu.
Na sali lawiruję przez cały wieczór. Parkiet, stoły, rodzice patrzący na pierwszy taniec, dzieciaki pod stołem. Nie przerywam nikomu, żeby ustawić kadr.
Co znaczą zdjęcia pozowane
Zdjęcia pozowane to takie, w których fotograf reżyseruje: ustawia ludzi, poprawia ręce, mówi, gdzie patrzeć. Nie jest to nic złego i nie zamierzam tego wyśmiewać. Zdjęcie grupowe z całą rodziną jest pozowane z definicji i nikt nie wymyślił lepszego sposobu, żeby czterdzieści osób zmieściło się w kadrze i miało otwarte oczy.
Różnica dotyczy tego, ile dnia zajmuje pozowanie. Są fotografowie, którzy pracują głównie tak: układają moment powitania, proszą o powtórzenie wejścia na salę, ustawiają parę do kilkunastu ujęć w trakcie przyjęcia. Efektem bywają bardzo ładne zdjęcia. Kosztem jest to, że Wasze wesele w kilku miejscach zamienia się w plan zdjęciowy.
To jest wybór, nie błąd. Trzeba go tylko zrobić świadomie, a nie odkryć w sobotę.
Jedyny moment, w którym Was ustawiam
Zdjęcia grupowe z rodziną. To jest ta część dnia, w której przestaję być obserwatorem i zaczynam mówić ludziom, gdzie mają stanąć, bo inaczej to się nie uda.
Robię to szybko, bo im dłużej to trwa, tym gorzej wychodzi. Po piętnastu minutach stania w słońcu ludzie mają dosyć i widać to na zdjęciach.
Są trzy momenty, w których to działa, i warto wybrać jeden wcześniej. Zaraz po wyjściu z kościoła, przed życzeniami, póki wszyscy stoją w jednym miejscu. Na sali o ustalonej porze, dopóki jest jasno. Albo w trakcie zabawy, na parkiecie: siedzicie, a goście podchodzą grupami i pozują, całością dyryguje DJ i idzie to szybko, sprawnie i przy okazji wesoło.
Ten ostatni sposób lubię najbardziej, bo nikogo nie wyjmuje z wesela. Ludzie i tak są na sali, a zamiast ustawiania w rzędach robi się z tego część zabawy.
Poza tym jednym punktem nie ustawiam nikogo. Także Was.
„Nie lubimy się fotografować” nie jest przeszkodą
To zdanie słyszę na spotkaniach częściej niż jakiekolwiek inne i prawie zawsze mówią je pary, które potem mają dobre zdjęcia.
Powód jest prosty. Człowiek, który nie lubi być fotografowany, zwykle nie lubi w zdjęciach jednej konkretnej rzeczy: pozowania. Stania w miejscu, gdy ktoś patrzy, świadomości, że trzeba teraz dobrze wyglądać. Reportaż jest odpowiedzią właśnie na to, bo w reportażu nie musicie nic robić. Wystarczy, że macie swoje wesele.
Co pomaga, jeśli mimo wszystko czujecie się przy aparacie sztywno:
- Znajomość fotografa. Jest różnica między obcym człowiekiem z aparatem a kimś, z kim rozmawialiście dwie godziny na spotkaniu.
- Przećwiczenie tego wcześniej. Do tego służy sesja narzeczeńska. Nie jest obowiązkowa i nie każdy jej potrzebuje, ale jeśli boicie się aparatu, to lepiej przekonać się na dwugodzinnej sesji, czy Wam ze mną dobrze, niż w sobotę, na którą wydaliście kilka razy tyle.
- Zajęcie się swoim weselem. Serio. Pary, które najlepiej wychodzą na zdjęciach, to nie te najładniejsze, tylko te, które dobrze się bawią i zapominają, że tam jestem.
Jest jedna rzecz, której nie zrobię: nie wyreżyseruję Wam bliskości, której nie ma. Jeśli para nie czuje się dobrze ze sobą, żaden fotograf tego nie ustawi, a próba kończy się dokładnie takimi zdjęciami, jakich się boicie.
Czego nie robię po zdjęciach
Skoro mowa o naturalności, to ona nie kończy się w dniu wesela, tylko przy komputerze.
Nie usuwam nikomu podbródka i nie zdejmuję dwudziestu kilo w obróbce. Nie wygładzam twarzy babci do stanu, w którym przestaje być sobą. Poprawiam kolor, jasność i rzeczy, które przeszkadzają w patrzeniu, ale człowiek na zdjęciu ma wyglądać jak ten sam człowiek, który był na weselu.
To ma być pamiątka, nie sesja zdjęciowa. Za dziesięć lat wartość tych zdjęć bierze się z tego, że wszyscy są na nich prawdziwi.
Jak rozpoznać po portfolio, jak ktoś pracuje
Deklaracja na stronie nic nie kosztuje. Prawie każdy fotograf ślubny w Polsce ma gdzieś napisane słowo „naturalnie”. Portfolio mówi więcej, jeśli wiecie, na co patrzeć.
Policzcie, ile osób jest na zdjęciach poza parą. Reportaż z całego dnia daje gości, rodziców, dzieci, ludzi w ławkach. Jeśli w całej galerii jest głównie para, to znaczy, że tak wyglądał ten dzień pracy.
Zobaczcie, czy ktoś patrzy w obiektyw. Na zdjęciach pozowanych ludzie patrzą w aparat, bo im powiedziano. W reportażu patrzą na siebie albo gdzieś obok.
Sprawdźcie, czy jest cały dzień, czy najlepsze dziesięć minut. Poproście o pełną galerię z jednego wesela, nie o wybór z dwudziestu. To jest zresztą dobre pytanie do każdego fotografa, z którym rozmawiacie.
Zobaczcie, czy są zdjęcia po zmroku. Wesele trwa do rana. Galeria, która kończy się na plenerze o złotej godzinie, opowiada o połowie dnia.
Jeśli chcecie zobaczyć, jak to wygląda u mnie, w portfolio są całe wesela od przygotowań do oczepin, a nie same wybrane kadry.
Co z tego wynika dla Was
Nie musicie wybierać ideologii. Musicie wiedzieć, czego chcecie, i zapytać o to wprost przed podpisaniem umowy.
Jeśli zależy Wam na tym, żeby dzień się nie zatrzymywał i żeby na zdjęciach była cała rodzina, szukajcie reportażu i sprawdzajcie, czy fotograf naprawdę fotografuje gości. Jeśli marzycie o kilkunastu wyreżyserowanych kadrach w stylu, który widzieliście u kogoś, powiedzcie to, bo to zupełnie inna praca i inny plan dnia.
Najgorszy wariant to ten, w którym każdy zakłada coś innego i wychodzi to w sobotę rano.
Najczęstsze pytania
Czy w reportażu w ogóle nie ma zdjęć, na których patrzymy w aparat? Są, głównie ze zdjęć grupowych i z krótkiej sesji w dniu ślubu. Chodzi o proporcje, nie o zakaz.
Czy fotograf reportażowy zrobi zdjęcia z rodziną? Ja robię i uważam to za jedną z ważniejszych rzeczy tego dnia. Warto tylko przewidzieć na to miejsce w planie zaraz po ceremonii, zamiast szukać wszystkich wieczorem.
Nie umiemy pozować. Czy to problem? Nie. W reportażu nie ma czego pozować. Jeśli mimo to czujecie się niepewnie, sesja narzeczeńska rozwiązuje to w dwie godziny.
Czy krótka sesja w dniu ślubu to już pozowanie? Częściowo tak i nie ukrywam tego. To kilkadziesiąt minut, w których jesteśmy we troje i mówię Wam czasem, gdzie stanąć. Reszta dnia tak nie wygląda.
Czy mogę poprosić o konkretne ujęcie, które widziałam? Możecie i lepiej powiedzieć to wcześniej niż tego dnia. Zrobię je, jeśli da się je zrobić bez zatrzymywania wesela. Nie zbuduję z takich próśb całego dnia.
Na koniec
Reportaż ślubny i zdjęcia pozowane to nie są dwa poziomy jakości, tylko dwa różne pomysły na ten sam dzień. Ja mam swój i mówię o nim wprost, bo wolę, żebyście wiedzieli przed podpisaniem umowy, z kim spędzicie te kilkanaście godzin.
Jeśli chcecie zobaczyć, co dokładnie wchodzi w zakres reportażu ślubnego i ile trwa mój dzień pracy, wszystko jest na stronie oferty.